Czas zacząć przygodę! – postanowiłam, że jadę w Bieszczady. I od razu refleksja: ale jak się spakować w taką podróż moim małym motocyklem? Kawasaki Z300 nie jest raczej sprzętem przeznaczonym do dalekich podróży: jego możliwości przytroczenia bagażu są dość ograniczone. Z pomocą przyszła marka OGIO i jej torba na tył motocykla. Ale po kolei…

 

Jadę w Bieszczady, czyli od planu do realizacji

Swoją podróż rozpoczęłam w Skawinie obok Krakowa. Po zatankowaniu motocykla do pełna mogłam ruszyć w trasę. Podczas podróży przejazdem odwiedziłam miejscowość Dobra. W moich stronach  często słyszało się: “dobra? Dobra to jest koło Limanowej…” – faktycznie jest.

Przerwa w podróży

W ramach wzmocnienia w trakcie jazdy zrobiłam sobie postój na obiadek w miejscu, które spodoba się każdemu amatorowi jazdy off-road. Na ścianach można oglądać zdjęcia samochodów terenowych w akcji. Napis na kapselku napoju, który zamówiłam, pokrzepił moją wiarę w siebie – “kto da radę, jak nie Ty?”. Po zregenerowaniu i nabraniu nowych sił mogłam ruszać w dalszą trasę.

Im dalej w Bieszczady… jadę dalej!

Później było już tylko ciekawiej. Coraz mniej zabudowań, coraz więcej zieleni i pięknych widoków. Myślę, że nikt nie będzie zaskoczony jeśli wspomnę, że postoje na zdjęcia były coraz częstsze. Nie mogłam się napatrzeć – było pięknie.

Zmiana pogody

Na motocyklu nie mam kufrów umożliwiających mi zabranie wszystkiego, co potrzebuję, więc znajomi pomogli mi w przetransportowaniu namiotu, śpiwora i karimaty. Resztę rzeczy udało mi się spakować do torby zamontowanej na moim Kawasaki.

Powody, dla których rezygnuję z jazdy z plecakiem

Początkowo byłam sceptycznie nastawiona do montowania jakiekolwiek torby czy sakw do tego nakeda. Jest mały, zgrabny i obawiałam się, że dołożenie bagażu diametralnie popsuje jego wygląd. Myślałam o tym, żeby najpotrzebniejsze rzeczy zabrać do plecaka, ale szybko zrezygnowałam z tego pomysłu. Podczas jazdy z plecakiem, zwłaszcza podczas dłuższych tras, mogą zacząć boleć plecy. Posiadanie bagażu na plecach dodatkowo krępuje ruchy i wpływa na dyskomfort motocyklisty. Po długich poszukiwaniach udało mi się znaleźć idealne rozwiązanie, które umożliwiło mi zabranie rzeczy potrzebnych na wyjazd, co przy okazji dobrze wygląda na moim motocyklu.

Torba motocyklowa

Torba, do której się spakowałam to Ogio Tail Bag Duffle. Zgrabnie prezentuje się na kawce i choć wydaje się niewielka, ma pojemność około 20 litrów, a po rozpięciu zamka i zwiększeniu pojemności pozwala na spakowanie jeszcze więcej. Jej opływowy kształt pozwala zredukować opór powietrza w czasie jazdy, więc nie przeszkadzała w podróży. Torba jest wykonana z materiałów odpornych na przetarcia, więc mam nadzieję, że nie uszkodzi się i będzie mi towarzyszyła na wielu wyjazdach. Co ważne – bardzo łatwo można ją zamontować na motocykl i nie wymaga to użycia żadnych specjalnych stelaży. Po dotarciu na miejsce można ją odpiąć i trzymając wzmacnianą rączkę, zabrać ze sobą.

Jadę w Bieszczady – ale co zabrać na wyjazd motocyklowy?

Do dotarcia do celu zostało już niespełna 40 kilometrów. W warunkach bieszczadzkich, czyli po krętych i wąskich drogach te kilometry nie płyną tak szybko, jak na drodze przelotowej między miastami. To nie stanowiło dla mnie żadnego problemu. Przez całą podróż towarzyszyło mi piękne słońce, a podczas ostatnich kilometrów zrobiło się szaro i znacząco spadła temperatura. Mokry i śliski asfalt na wysokości Przełęczy Wyżniej świadczył o tym, że wcześniej padało w tym miejscu. Na szczęście deszcz nie złapał mnie po drodze. Założyłam kurtkę przeciwdeszczową, żeby było mi cieplej.

W Bieszczadach przywitał mnie niesamowity zachód słońca i piękne mgły. Do „Bazy nad Roztokami” w Tarnawie Niżnej dotarłam po zmroku. To będzie moja baza wypadowa i miejsce, w którym spędzę kolejne noce – tuż przy granicy z Ukrainą, w otoczeniu lasów Bieszczadzkiego Parku Narodowego. Ośrodek dysponuje zarówno pokojami, które można zarezerwować na czas pobytu, jak również polem namiotowym przy potoku Roztoki. Planuję spać pod namiotem, ale na tę noc postanowiłam wynająć pokój, żeby wziąć gorący prysznic, spędzić noc pod ciepłą kołdrą i nabrać sił przed kolejnymi dniami.

Cel – Baza nad Roztokami

Aby tu dotrzeć, przejechałam ponad 300km i z każdym kilometrem droga podobała mi się coraz bardziej. Coraz dalej od zabudowań, zgiełku i ciągłego pośpiechu… teraz jestem 50 km od jakiekolwiek cywilizacji.

Dla tego miejsca przyjechałam w Bieszczady

„Baza nad Roztokami”, w której się zatrzymałam, jest idealnym miejscem na wypoczynek dla wszystkich ceniących ciszę i spokój. Brak zasięgu GSM i internetu w tym miejscu sprawia, że jest się całkowicie offline – w takich warunkach odpoczywa się najlepiej. Śniadanie i kawa smakują jeszcze lepiej, gdy można cieszyć się nimi na świeżym powietrzu, siedząc przy drewnianym stole przeznaczonym dla gości. Po odpoczynku rozłożyłam namiot, żeby wieczorem móc w jeszcze większym stopniu cieszyć się bliskością z przyrodą i spędzić noc na powietrzu – z nadzieją, że w nocy nie odwiedzi mnie żaden niedźwiadek.

Jak się spakować w podróż motocyklową?

Na motocyklu nie mam kufrów umożliwiających mi zabranie wszystkiego, co potrzebuję, więc znajomi pomogli mi w przetransportowaniu namiotu, śpiwora i karimaty. Resztę rzeczy udało mi się spakować do torby zamontowanej na moim Kawasaki.

Powody, dla których rezygnuję z jazdy z plecakiem

Początkowo byłam sceptycznie nastawiona do montowania jakiekolwiek torby czy sakw do tego nakeda. Jest mały, zgrabny i obawiałam się, że dołożenie bagażu diametralnie popsuje jego wygląd. Myślałam o tym, żeby najpotrzebniejsze rzeczy zabrać do plecaka, ale szybko zrezygnowałam z tego pomysłu. Podczas jazdy z plecakiem, zwłaszcza podczas dłuższych tras, mogą zacząć boleć plecy. Posiadanie bagażu na plecach dodatkowo krępuje ruchy i wpływa na dyskomfort motocyklisty. Po długich poszukiwaniach udało mi się znaleźć idealne rozwiązanie, które umożliwiło mi zabranie rzeczy potrzebnych na wyjazd, co przy okazji dobrze wygląda na moim motocyklu.

Torba motocyklowa

Torba, do której się spakowałam to Ogio Tail Bag Duffle. Zgrabnie prezentuje się na kawce i choć wydaje się niewielka, ma pojemność około 20 litrów, a po rozpięciu zamka i zwiększeniu pojemności pozwala na spakowanie jeszcze więcej. Jej opływowy kształt pozwala zredukować opór powietrza w czasie jazdy, więc nie przeszkadzała w podróży. Torba jest wykonana z materiałów odpornych na przetarcia, więc mam nadzieję, że nie uszkodzi się i będzie mi towarzyszyła na wielu wyjazdach. Co ważne – bardzo łatwo można ją zamontować na motocykl i nie wymaga to użycia żadnych specjalnych stelaży. Po dotarciu na miejsce można ją odpiąć i trzymając wzmacnianą rączkę, zabrać ze sobą.

Jadę w Bieszczady – ale co zabrać na wyjazd motocyklowy?

Długo zastanawiałam się nad tym, co zabrać na wyjazd motocyklowy. Podróżowanie motocyklem dostarcza ogromnych, pozytywnych wrażeń i daje poczucie wolności, ale wiąże się z ograniczeniem przestrzeni bagażowej – na motocyklu nie mamy możliwości zabrania kilku walizek z rzeczami. Jak w takim razie spakować się na podróż motocyklem? Mądrze. Wiedziałam, że muszę wziąć tylko to, co naprawdę jest potrzebne. I wszystko zmieściłam w torbie umieszczonej na tylnym siedzeniu.

To warto spakować, jeśli jadę w Bieszczady

Plusem tej torby jest to, że poza główną komorą są jeszcze mniejsze kieszenie z boku i na górze, w których można przechować drobniejsze rzeczy. W jednej kieszonce umieściłam chusteczki higieniczne, chusteczkę do czyszczenia wizjera i trytytki, które zawsze uratują w potrzebie. Wzięłam też maseczkę – w tych czasach lepiej mieć ją przy sobie. Do drugiej kieszonki schowałam ładowarki.

Przed podróżą warto pomyśleć o zakupie stoperów do uszu. Warto pamiętać o ochronie słuchu zwłaszcza, gdy jedziemy gdzieś dalej. Nawet najprostsze zatyczki pozwolą zniwelować poziom hałasu, który w dłuższej perspektywie może być niebezpieczny dla ucha. Etui na stopery jest małe i włożyłam go do górnej kieszonki torby, razem z linką do przypinania kasku na postoju i portfelem z dokumentami.  Zwłaszcza poruszając się w pobliżu granicy trzeba mieć przy sobie dokument tożsamości, więc wolałam mieć go pod ręką.

Przezorny zawsze ubezpieczony

Wzięłam z sobą smar do łańcucha. Jak to mówią – kto smaruje, ten jedzie. Trzeba zadbać o łańcuch. Podczas podróży zrobiłam już ponad 300km w jedną stronę. Poza tym wiedziałam, że gdyby w trakcie złapał mnie deszcz – później również powinnam zadbać o odpowiednie nasmarowanie łańcucha.

To, co jeszcze z sobą wzięłam to środek do przebitych opon. Miałam nadzieję, że nie będę potrzebowała go używać, ale wolałam mieć go przy sobie. Nie wiedziałam, co mogę spotkać na swojej drodze.

Bez tego ani rusz!

Oczywiście wzięłam z sobą telefon komórkowy. Trzymam go albo w kieszeni kurtki, albo w etui przy kierownicy. Jego rolą był kontakt ze światem w miejscach, w których jest zasięg – a przede wszystkim aparat i GPS. Przygotowałam się na ewentualność, że telefon zawiedzie i wzięłam również mapę. Na niej dobrze widać rozmieszczenie poszczególnych punktów w skali – łatwiej oszacować mi drogę patrząc na papierową mapę, niż w telefon.

Wzięłam z sobą ręcznik, bieliznę i klapki, żeby nogi mogły odpocząć po całym dniu jazdy w butach motocyklowych. Zabrałam też koszulki na przebranie, getry termoaktywne, kosmetyczkę, środek na komary i wodę.

Kilka dodatkowych rzeczy, które mogą przydać się, jeśli jedziesz w Bieszczady

Podczas drogi towarzyszyło mi przeczucie, że o czymś zapomniałam. Przy śniadaniu, jak nie miałam w czym wypić kawy to uświadomiłam sobie, czego. Kubek na szczęście mogłam kupić w bazie. Wybrałam metalowy ze względu na to, że taki mi się nie stłucze i będzie jeździł ze mną na wycieczki.

Miałam nadzieję, że pogoda będzie sprzyjała, ale chciałam przygotować się na każdą ewentualność. Spakowałam kombinezon przeciwdeszczowy, tak na wszelki wypadek. W torbie również jest zintegrowany płaszcz przeciwdeszczowy, który chroni przed przemoknięciem i dostaniem się wody do wewnętrznej części – miałam pewność, że moje rzeczy nie zmokną.

Pod siedzeniem motocykla zawsze mam apteczkę. Nie zajmuje dużo miejsca, a dobrze mieć ją z sobą. A obok niej leży disc-lock, czyli zabezpieczenie antykradzieżowe motocykla, które montujemy na postoju.

Warto być w kontakcie

Jeśli jedziemy w większej grupie to warto pomyśleć o interkomie – dzięki niemu mamy możliwość komunikowania się z ekipą. Porozumiewając się przez interkom, możemy łatwiej odnaleźć się w momencie zgubienia drogi, jak również poinformować o niebezpieczeństwie, które dostrzeżemy. Interkom umożliwia też słuchanie komend nawigacji i słuchanie muzyki.

Myślę, że to wszystko, co przyda mi się na tym wyjeździe. Chyba nie zapomniałam o niczym… okaże się w trakcie.

To warto uwzględnić po pomyśle: „jadę w Bieszczady!”

Masz jakiś pomysł, co jeszcze można wziąć na taki wyjazd? Daj znać w komentarzu! Każda wskazówka przyda mi się przed kolejnym wyjazdem. Myślę, że nie tylko ja na tym skorzystam.

Nie można zapominać o jednym – im mniej zabierzemy i nie dołożymy wielu dodatkowych kilogramów do motocykla, tym lepiej i komfort jazdy też jest większy. Pamiętajmy, żeby zabrać to, co naprawdę niezbędne. Część rzeczy zostawiłam w bazie, bo nie będą mi potrzebne podczas codziennych wycieczek. Czas odkryć bieszczadzkie perełki. Będzie pięknie.

Zapraszam do dołączenia do mojej podróży Motocyklem w Bieszczady

 

2 Replies to “Jadę w Bieszczady – jak się spakować w podróż motocyklem?

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *